Rozdział II
Spokój to podstawa wojownika... Spokój i harmonia... Umysł musi być wypoczęty, lecz w każdej chwili gotowy... W przeciwieństwie do Liriany potrafię się idealnie wyciszyć i skoncentrować na danej rzeczy... A ona? Nie mówię, że nie potrafi, ale...jakby to powiedzieć...nie chce spróbować... Boi się nowych doznań, przeżyć... Czasami mam wrażenie, że lęka się samej siebie...
Genesis prychnął cicho i zwrócił uszy ku mnie czekając na polecenia.
- Spokojnie, jeszcze będziesz mieć okazję do galopu...ale nie teraz...
Gładzę ciemną szyję gniadosza spokojnie do niego przemawiając. Na dźwięk łamania suchej gałęzi ogier podniósł łeb wyżej. Czuję jak napina wszystkie mięśnie, lecz cierpliwie czeka na mój znak. Mocniej chwytam łuk i powoli kładę strzałę na cięciwę wsłuchując się tym samym w odgłosy lasu starając się wyłapać najlżejszy ruch czy szelest. Cisza. Świst. Jęk. I ponowna cisza. Zdezorientowany, nadal czujny, odwracam się w siodle chcąc sprawdzić kto zdążył zabić stwora przede mną. Poza zwykła, leśną roślinnością nie widzę nic podejrzanego. Zmuszam umysł, by wyszukał jakiekolwiek żywe stworzenie w okolicy. Nic. Podejrzliwie czekam na reakcję zagubionego konia, który niepewnie położył uszy po sobie. Delikatnie przyciskam łyski do boków Genesis i koń rusza. Nagłe uderzenie zrzuca mnie z grzbietu, a twardy podszyt wita mnie zapachem stęchłych liści. Błyskawicznie wyciągam swój sztylet gotowy do odparcia ataku, ale prócz rozmytego obrazu nie mogę nic dostrzec. Podnoszę się w złym momencie, gdyż potężne, ciężkie cielsko spada tuż przede mną ze strzałą utkwioną we łbie.
- Tesya...ile razy mam ci powtarzać, że...
- A ty znów swoje. Chociaż raz doceń to, że masz siostrę...
Młoda elfka wyłania się zza gęstwiny krzaków. Jedyne co świadczy o królewskim pochodzeniu to schludnie uczesane ciemne włosy sięgające łopatek i korona z delikatnie pozłacanymi liśćmi dębu - drzewa wieczności. Patrząc na nią nie chce się wierzyć, że dzieli nas 378 lat. Kręcąc głową obszedłem nakrapiane ciemnymi plamami martwe zwierzę i stanąłem obok siostry. Zwykle to Liriana przeszywała te stwory swoimi strzałami.
- Niepokoi mnie to, że xetoriny...
- A mnie niepokoi fakt, że opuściłaś Vrentoilis bez strażników i zapewne bez wiedzy ojca. - unoszę brew zaczepnie patrząc w lśniące oczy Tesyi, która odpowiedziała jedynie wzruszeniem ramion. Uśmiecham się na ten widok i przywołuję Genesis. Ogier przyjacielsko musnął dłoń elfki i wtulił pysk w jej ramiona.
- A ty co Genesis? Yeko zabrał cię na przejażdżkę po Szmaragdowej Puszczy?
- Północna część lasu to już tylko pył i szkielety ostatnich drzew ledwo trzymających się przy życiu... - ruchem ręki wskazuję dany kierunek. - Cień coraz pewniej stawia kroki na naszych ziemiach...
- Ojciec się tym zajmie, prawda?
- Nie rozumiesz powagi sytuacji. Jesteś zbyt młoda, by zdać sobie sprawę z niebezpieczeństwa jakie nadchodzi...
Dziewczyna machnęła ręką i szybkim skokiem znalazła się na grzbiecie Genesis.
- To nie jest moja sprawa... - mocno uderzyła piętami boki konia, który natychmiast ruszył galopem w głąb puszczy. Ostatni raz odwróciwszy się w siodle krzyknęła: - Strażnicy opiekują się Szmaragdową Puszczą, nie ty...
Stojąc w bezruchu jeszcze długo wpatrywałem się w postać Tesyi znikającej w zieleni lasu. Ona nigdy nie zrozumie mechanizmu zła... Jako, że jestem starszy mam obowiązek dbania o nią, ale ostatnimi czasy nie jestem w stanie pojąć nurtu myślenia jakim stara się płynąć.... Westchnąwszy głęboko odwracam się w przeciwną stronę i ruszam przed siebie rozmyślając o Lirianie. Ostatnio elfka stała jeszcze bardziej nieobliczalna i dziksza. Znikając stara się opanować żywioł jaki posiada. Co najdziwniejsze nigdy wcześniej jej skóra nie okrywała się lodem, a iskry nie raniły tak głęboko...
W oddali lśni żelazna brama Wiecznego Miasta. Zbliżając się do niej odpowiadam na pozdrowienia straży i czekam na otwarcie wrót Vrentoilis. Miasto elfów wita mnie łagodnym szumem rozmów i cichym odgłosem kroków poddanych mego ojca...
Pięknie piszesz. Dopatrzyłam się kilka błędów, poprawisz. Fabuła mi się bardzo podoba, jest ciekawa. Dziękuje ci za fantasy z krwi i kości o w internetach tego nie znajdziesz. Pozdrawiam i czekam na nexta. Pandora
OdpowiedzUsuńbłędy błędami >.<
Usuńdzięki, że mowisz :)
Twoje opowiadanie staje się coraz ciekawsze.Ja błędów akurat nie zauważyłam,ale mogą jakieś być.
OdpowiedzUsuńI jeszcze pytanko-czerpiesz inspirację z jakiejś książki?Tak tylko się pytam z ciekawości.
Pozdrawiam,
Shilenne
pomysły czerpię z książki zwanej ludzką wyobraźnią :) wszystko rodzi się w sercu
UsuńNajważniejsze jest serce :3
OdpowiedzUsuńBardzo dobrze mi się czyta. Biegnę do następnego rozdziału!